Wiadomość
Czy opodatkować prostytucję?
Wirtualna Polska | 22.07.2010 | 11:58
(fot. AFP)
Jeśli nie chcesz płacić żadnych podatków, mamy biznes dla ciebie! Prostytucja to jedyna nieopodatkowana działalność w Polsce, a na dodatek nie trzeba jej w ogóle rejestrować. Są jednak dwa warunki - pracę trzeba udokumentować i pracować w pojedynkę.
Zakazane jest natomiast stręczycielstwo (nakłanianie do prostytucji), sutenerstwo (czerpanie korzyści z prostytuowania się innej osoby) oraz kuplerstwo (ułatwianie dostępu do prostytucji). Zabroniona jest oczywiście także prostytucja nieletnich. Na swój rachunek dorosła prostytutka pracować może jednak legalnie, nie płacąc ani grosza podatku. Przynajmniej w teorii.
Wszyscy chcą być prostytutką
- Zgłosiła się do nas kiedyś kobieta, która chciała zarobione na prostytuowaniu się pieniądze zainwestować w fundusze inwestycyjne. Nie wiedzieliśmy, co jej mamy powiedzieć i jak doradzić - mówi Joanna Garnier z Fundacji La Strada, zajmującej się prostytucją i handlem ludźmi.
O radę rzeczywiście trudno. Problemy z uznaniem dochodów z nierządu mają nawet urzędy skarbowe.
-
Prostytucja używana jest więc jako uniwersalna wymówka. Kontrolowane przez skarbówkę osoby z dużymi wydatkami, ale brakiem dokumentów potwierdzających pochodzenie pieniędzy zazwyczaj twierdzą, że trudnią się nierządem. To teoretycznie najłatwiejszy sposób na uniknięcie 75 proc. podatku od dochodów z nieujawnionych źródeł.
- Wielokrotnie inspektorzy kontroli skarbowej uzyskują od podatnika oświadczenie, iż podstawowym źródłem wartości zgromadzonego mienia są przychody uzyskane z prostytucji - mówi Joanna Kruz.
Przyznać się jednak przed urzędnikiem do uprawiania najstarszego zawodu świata, a udowodnienie tego to jednak dwie różne sprawy.
- W trakcie postępowania kontrolnego bardzo często osoby te wycofują swoje pierwotne zeznania, bo zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, iż środki finansowe pochodzą z nielegalnych źródeł - dodaje urzędniczka.
W praktyce więc na żadną prostytutkę skarbówka jeszcze nigdy się nie natknęła albo raczej żadna osoba nie potrafiła udowodnić, że w ten sposób zarobiła pieniądze.
- Nie zdarzyło się, aby dochody z nierządu zostały przez kontrolowanych uprawdopodobnione, a tym samym uznane za wiarygodne źródło przychodu - tłumaczy Joanna Kruz.
Nie powinno to jednak nikogo dziwić. Urząd jako dowodu żąda bowiem... świadków, a o takich bardzo trudno. Prostytucja to więc nie tylko jedyna działalność zarobkowa bez podatku, ale także jedyna której praktycznie nie da się udowodnić.
Może więc zamiast oszukiwać samych siebie i dawać pole do nadużyć, lepiej prostytucję zalegalizować całkowicie, a pod czerwone latarnie wprowadzić VAT, PIT, ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne?
Lepszy minister finansów niż alfons
Teoretycznie jest nawet co opodatkować. Według havoscope.com (specjalistycznego portalu zajmującego się nielegalnym biznesem) prostytucja jest drugim czarnym rynkiem świata o wartości blisko 190 mld dolarów rocznie (na pierwszym miejscu są podróbki leków). Nie ma jednak danych mówiących, ile wart jest ten rynek w Polsce.
- Nikt nie prowadzi takich statystyk, nikt też nie liczy prostytutek - mówi Joanna Garnier z La Strady. Jedyne "dane finansowe" to stawki, które wahają się od 50 zł przy drodze do nawet 2000 zł za godzinę u ekskluzywnych prostytutek. Nieoficjalne liczby naszej policji mówią, że w Polsce jest ok. 20 tys. osób parających się nierządem. Kilka tysięcy pochodzi z zagranicy, a ich ogólna liczba zwiększa się w trakcie wakacji. To koniec statystyk. Stwierdzenie, ile budżet państwa rocznie traci na nieopodatkowanych seks-usługach jest niemożliwe.
TAGI: podatki, urząd skarbowy, pit, kontrola, fiskus, sąd, wyrok


















