Wiadomości
Ludzie poza systemem
wp.pl | 24.06.2009 | 07:20
Życie bez ZUS?
(fot. WP)
Bez emerytury da się żyć. Prywatnie odkładając 500 zł miesięcznie i inwestując choćby w obligacje, na starość odłożymy sumę, która z pewnością wystarczy na godną emeryturę (np. odkładając 500 zł miesięcznie przez 40 lat przy oprocentowaniu 5,5 proc. w skali roku, uzbieramy 900 tys. zł).
Niestety, bez ubezpieczenia zdrowotnego jest już trudniej przeżyć. Nigdy nie wiemy, kiedy zachorujemy czy złamiemy rękę. I tak powracamy do naszych rozmówców, którzy dostępu do państwowego lekarza nie mają. Pani Agata i tak nie korzysta z publicznej służby zdrowia.
Jeżeli potrzebuję lekarza, potrzebuję go natychmiast, a nie po tygodniu, ile trzeba w publicznej przychodni czekać na internistę, czy po miesiącu jak na specjalistę. Wizyty lekarskie w prywatnych lecznicach i tak kosztują mniej niż opłacanie składki. Swoje wydatki na ten cel szacuję na około 600 zł rocznie. Mam za to naprawdę przyzwoitą opiekę. Mam swoich ulubionych lekarzy, którzy mnie znają, mają też całą moją medyczną historię. Umawiam się na wizytę kiedy mi wygodnie. Nie ma żadnych szopek z numerkami, kolejkami i nad nadąsanymi paniami w rejestracji. Niestety, problem pojawi się w razie jakiegoś wypadku. Przed przejściem przez ulicę rozglądam się dziesięć razy, unikam urazów i zarazków - słowem staram się ograniczyć prawdopodobieństwo styczności z publiczną służbą zdrowia do minimum. Nie mam zdrowia, by chorować - mówi pani Agata.
Pani Agata nie musi się tylko obawiać ciąży. Według ustawy o NFZ uprawnionymi do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych są m.in. kobiety w okresie ciąży, porodu i połogu.
A co jeśli nieubezpieczony ulegnie wypadkowi? Czy lekarz udzieli mu pomocy?
Jeśli osoba trafiała do szpitala w stanie nagłym i nie miała przy sobie dokumentu potwierdzającego ubezpieczenie, to i tak świadczenia zdrowotne zostaną pacjentowi wykonane niezwłocznie i bezpłatnie, z tym że w ciągu 30 dni pacjent będzie zobowiązany dostarczyć placówce dowód ubezpieczenia. Może się zdarzyć, że pacjentowi zostanie wystawiony rachunek. Szpital zwróci mu pieniądze, ale oczywiście tylko w przypadku, gdy w trakcie udzielania świadczeń był on osobą ubezpieczoną - mówi Magdalena M. Stawarska.
Aby nie musieć regulować bardzo wysokich rachunków za pobyt i leczenie, można się dobrowolnie ubezpieczyć w NFZ. Składka, podobnie jak dla osób podlegających ubezpieczeniu z mocy ustawy, wynosi 9 proc. wynagrodzenia, ale nie mniej niż 292,44 zł (9 proc. od średniej pensji brutto).
Niestety, jest pewien haczyk. Osoby, które chcą się dobrowolnie ubezpieczyć, a przez dłużej niż trzy miesiące nie były nim chronione, zapłacą karę - od ok. 650 zł do nawet 6500 zł! Nic dziwnego, że z 37 milionów obowiązkowo ubezpieczonych Polaków tylko 27 138 dobrowolnie podpisało umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Inną opcją dla osób takich jak pani Agata jest skorzystanie z prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Jak zaznacza Sylwia Mikiel, kierownik biura marketingu i PR polskich spółek Signal Iduna, prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, oferowanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe - nie należy mylić z systemem prywatnej służby zdrowia obecnej w wielu krajach europejskich, gdzie pacjent indywidualnie decyduje z jakiego ubezpieczenia korzysta.
W naszym kraju możemy mówić o systemie równoległych ubezpieczeń zdrowotnych, które 37 milionów Polaków nie zwalnia z opłacania składki państwowej. Jednak jest ta garstka, która może z nich lub z abonamentów w prywatnych klinikach korzystać jak z podstawowej opieki medycznej.
![]() |
| (fot. Signal Iduna) |
TAGI: zdrowie, składka, nfz, praca, emerytura, ubezpieczenie, zus, szpital, renta










poprzednia







